„Czuję się tak głęboko otulona własnym ciepłem.
W miłości, w zaufaniu, w radości życia, w radości bycia.
Nie zawsze tak było.
Bo… nie umiałam ufać sobie.
Bo… nie potrafiłam siebie czuć.
Bo… nie chciałam siebie czuć… naprawdę…
Czuć tego, co mogę dać sobie sama, tak po prostu.
W wiecznym pędzie życia – tylko po to, żeby zapomnieć, kto tu stoi.
Kim jestem…
Pomiędzy wszystkim a niczym.
W totalnej gonitwie, byle tylko nie czuć.
Do kolejnego dnia, który miał prowadzić do szczęścia – ale nie w jego pełni.
A równocześnie – z poczuciem i pełną świadomością.
Że urodziłam się dla CZEGOŚ.
To coś… zaczęło we mnie rezonować.
I TO… było zawsze ze mną.
Ale przez długi czas nie potrafiłam usłyszeć szeptu mojej intuicji.
Szeptu mojej duszy.
Która mówiła, prowadziła monolog.
Z tak wielką cierpliwością.
Dziękuję, że czekałaś.
Dziękuję, moja droga…”
Napisałam ten list, ten wiersz, do samej siebie już jakiś czas temu, bo w październiku 2023 poczułam, że wreszcie wyszłam z ciemnej piwnicy.
Z poczucia, że nie jestem wystarczająca.
Z potrzeby ciągłego potwierdzania przez kogoś, przez coś, że jestem wystarczająco dobra, aby… coś zrobić… aby ciągle gonić.
Aż w końcu wpadłam… do własnej piwnicy.
Nie jako gość, ale po to, by spojrzeć na to, co tam było.
Naprawdę.
Bez oceny samej siebie.
Z jednym słowem w myślach i z głębokim poczuciem, że chcę… zatroszczyć się o siebie.
Głęboko, wreszcie.
Tysiące rozmów z Wami, kobiety… Konsultacje…
Dzielę się tu z Wami tym bardzo osobistym momentem, bo chcę, żebyście wiedziały, że każda z nas przechodzi swoje procesy.
Procesy, które każdego dnia przybliżają nas do siebie samych.
Nawet jeśli teraz czujesz smutek, który trwa długo.
Nawet jeśli nie możesz się z tego stanu wydostać.
To nie jest łatwe – wiem.
Chcę się podzielić tym, że ja też przez to przechodziłam. I wciąż czasem przez to przechodzę.
Bo to tylko kolejne etapy naszego życia. Tak to po prostu jest.
W życiu warto spojrzeć jeszcze głębiej – w SIEBIE.
Być bliżej siebie.
Chcę Ci powiedzieć, że warto być w suwerenności z samą sobą.
Warto wspierać siebie. Być dla siebie wyrozumiałą.
Nawet z miejsca najgłębszego bólu.
Z traum. Z niewypowiedzianych emocji. Z niedopowiedzianych słów.
Bo wtedy musiałaś stawić czemuś czoła i… ZAMARŁAŚ.
Dla innych. Aby ocalić.
Aby – przetrwać – w tamtych warunkach.
Albo znosiłaś przez lata to, czego tak naprawdę nigdy nie chciałaś.
Zostałaś tam, gdzie było niewygodnie, tylko po to, by nie było jeszcze gorzej… Choćby przez chwilę.
Bo wtedy inaczej się nie dało.
Nie miałaś prawa mówić…
Albo może i miałaś, ale nie byłaś w stanie wypowiedzieć słowa.
Właśnie tak…
Ta piwnica to były wszystkie maski, programy, obowiązki
Szkoła, społeczeństwo, zasady, które narzucano – a najmniej moi rodzice.
Nie zaglądałam tam długo… A czasem wracam, tak po prostu.
By spojrzeć z wdzięcznością, jeszcze głębiej.
Chcę się dziś podzielić tym, czego nauczył mnie ten czas.
Żeby tańczyć dziki taniec miłości i radości, przy którym całe ciało przechodzą ciarki.
Bo wreszcie czuję jeszcze większą moc w tym, kim jestem.
Bo wreszcie czuję siebie, a nie oczekiwania innych, które miałabym spełniać, tylko po to, by czuć się kochaną.
Nauczyłam się ufać sobie.
Ufać szeptowi mojej intuicji.
Nauczyłam się czuć. Moje ciało.
Nauczyłam się stać prosto, z wdzięcznością, nawet gdy wszystko płonie i wali się jak kostki domina.
Nauczyłam się upadać i powstawać – z ogromną wdzięcznością za każdą, nawet najmniejszą rzecz.
Za naturę – z jej wielkim sercem.
I wreszcie… Nauczyłam się BYĆ.
Być bliżej siebie.
W radości. W miłości.
Zrozumiałam, że taka zawsze byłam…
Choć nigdy nie brakowało we mnie dziecięcej miłości – po prostu musiałam ją w sobie na nowo obudzić.
A jak jest z Tobą?
Gdzie jesteś teraz?
Jaka jest Twoja obecna pora życia?
Dziękuję, że tu jesteś.
Czuję się zaszczycona, że dzielisz się ze mną ziarnem swojego życia.
Aleksandra